Obój, moja kolejna muzyczna miłość - po wielu latach wątpliwości postanowiłem spróbować wrócić. Oczywiście nie porzucając saksofonu. Powrót był bolesny, ale takiego spodziewałem się - obój to wyjątkowo trudny instrument, zupełnie inny niż saksofon czy trąbka. I teraz mam ogromne wątpliwości czy dalej w to brnąć, a jeśli tak to w jakim zakresie. Na pewno saksofon jest i będzie moim numerem 1, ale obój też nim kiedyś był... Tak pomyślałem sobie aby te instrumenty podzielić zgodnie z przeznaczeniem - obój do muzyki poważnej, przede wszystkim barokowej, a saksofon do szeroko rozumianej rozrywki, choć w sumie można by odwrotnie ;-)
Niestety rozkładając ciężar ćwiczeń na trzy typy instrumentów zamiast na jeden sprawiam, że o 2/3 będę mniej grał na każdym z nich. To z pewnością odbije się na technice i jakości mojego grania, ale z drugiej strony nie mam potrzeby dążenia do perfekcji i udowadniania sobie czegokolwiek od strony muzycznej.
Poza tym pojawia się pewne ryzyko problemów z zadęciem. Te trzy instrumenty dzieli przepaść - wymagają zupełnie innej techniki gry i zadęcia. I to nie problem, znacznie poważniejszy jest fakt, że nawyki wypracowane na jednym instrumencie mogą być ograniczeniem dla drugiego. Mam kilka pomysłów co z tym zrobić, ale cały czas waham się, bo nie chcę z niczego rezygnować, a to być może jedyna droga.
Póki co przedstawiam moje pierwsze nagranie: